Kolejna bliska mi osoba zmieniła wymiar swojego istnienia, odeszła, a jej duch już tu nie zawita w ciele, które do tej pory było mi znane. Powinnam płakać, być smutna, zamyślona. Ja jednak żyję, jak gdyby to wszystko nie miało miejsca, nigdy nie istniało. Mówią, że jestem zimna jak lód, nieczuła, a serce jest twardym kamieniem, nic na to nie poradzę. Będzie mi brakować tych rozmów, dotyku, bliskości, wspólnych chwil? Przecież nigdy między nami tego nie było! Więc co nas łączyło, co sprawiło, że byliśmy sobie bliscy? Ach tak, wspólna krew...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzięki za każdy pozostawiony komentarz ;D